Kovu zszedł z kawałka drewna, na którym spał. Wyszedł z termitiery przeciągając się. Nuka powtórzył czynności brata i poszedł za nim. Zira kazała go pilnować. Brązowe lwiątko dokładnie przyjrzało się bratu. Urosła mu grzywka koloru czarnego. Była potargana i jego wąsy także. Zapytał się go czemu jest taka stargana. To pytanie zdenerwowało Nuke więc poszedł. Kovu to ucieszyło. Poszedł sam nad wodę. Woda była brudna i pływały tam krokodyle. Mimo wszystko miał sucho na języku. Postanowił uciec na Lwią Ziemię tak na chwilkę. Zobaczył jak jakaś małpa unosi lwiątko. Machało ono wesoło łapkami. Kovu ziewnął z nudów. Mimo to oglądał prezentację. Po prezentacji pewien słoń zatrąbił tłumacząc przy tym innym zwierzętom, że syn Skazy tutaj siedzi. Zwierzęta zaczęły biec w jego kierunku, bo chciały go wygonić. Faktycznie udało im się to. Kovu biegł tak szybko, że aż się potknął i sturlał z górki wpadając prosto do wody. Cały się otrzepał. Szedł tyłem by sprawdzić czy zwierzęta go jeszcze gonią. Nagle wpadł na Vitani. Ta kazała mu uważać jak chodzi. Przeprosił ją. Jego siostra nic nie podejrzewała, że był na Lwiej Ziemi. Nawet ją to zbyt nie interesowało. Był zdyszany. Wskoczył sprawnie na głaz i położył się na nim. Nie miał nawet ochoty na propozycję zabawy od swojej siostry. Leżał tak wyczerpany. Kiedy się obudził był już wieczór. Pobiegł szybko do termitiery gdzie czekała na niego Zira. Gdzieś ty był? Ja.. n-nigdzie. - powiedział jąkając się. Spałem sobie na głazie. Ach tak! Słyszycie lwice? Spał sobie na głazie, ha ha. To teraz śpisz TUTAJ zrozumiano? I Kovu wspiął się na kawałek drewna przypominający kołyskę. Następnego dnia powtórzył rutynowe czynności. Znowu poszedł na Lwią Ziemię. Spotkał Kopę, któremu się to nie spodobało. Lwiątka zaczęły walczyć. Obserwowała to Zira. Bała się, że to przez niego jej syn ucieka. Postanowiła uderzyć go mocno łapą. Kovu kazał jej przestać, ale swojego syna także walnęła. Kopa zaczął uciekać, a Zira wymierzyła jeszcze kilka ciosów i w końcu zabiła go. Zazu widział to z wysoka i zawołał Simbę, Nale i stado. Dosłownie po jednej minucie wszyscy się tam pojawili włącznie z Timonem i Pumbą.
Kovu zdążył uciec, ale Zira specjalnie została przy martwym księciu. Simba nie wytrzymał tego dłużej i rzucił się na Zire. No tak.. Simba zabij mnie. Nie widzę przeszkód. Ale powinieneś wiedzieć, że osierocisz wtedy trójkę dzieci. - powiedziała obojętnie oblizując sobie łapę. Nie wytrzymał tego dłużej. Kazał Nali zabrać stąd maluteńką Kiare. Kiedy stado poszło uderzył Zire w ucho tak mocno, że aż jej odpadł kawałek. W końcu wziął na grzbiet martwego Kopę i poszedł. Po powrocie na Złą Ziemię Zira wytłumaczyła swojemu synowi, że to było dla jego dobra. Uwierzył jej. Ale i tak na zawsze stracił jedynego przyjaciela.
Smutne. :(
OdpowiedzUsuńfajna opowieść
OdpowiedzUsuń